Shit happens… czyli samoloty też mają spóźnienia – NIESTETY!


Kiedy spóźnia się pociąg…


Stoisz na peronie, marzniesz, klniesz pod nosem i nasłuchujesz niewyraźnie mówionych przez megafon zapowiedzi. W końcu jednak dyliżans nadjeżdża i z mniejszym lub większym opóźnieniem docierasz do miejsca przeznaczenia.

 


Kiedy spóźnia się samolot…


W najgorszym wypadku nie ma szans, że zdążysz na przesiadkę. Samolot który stanowił twoje połączenie z kolejnym krajem odlatuje bez Ciebie, obsługa lotniska stara się Ci pomóc i zmienić Twój lot na najbliższy możliwy. Może masz szczęście, bo nie lecisz daleko, albo lecisz do popularnej destynacji i pojawia się wiele różnych i dość szybkich możliwości dotarcia do miejsca docelowego. Gorzej jak lecisz gdzieś w nieznane, mniej uczęszczane, ze słabszą siatką połączeń lotniczych. Wtedy cóż… dostajesz voucher na wyżywienie na lotnisku i czekasz, albo w najgorszym wypadku dostajesz voucher na taksówkę i hotel i spędzasz dodatkową dobę w oczekiwaniu na kolejne połączenie.

No ale, co innego możesz zrobić? Pociągiem nie przejedziesz przez ocean, statkiem będziesz płynął kilka tygodni, a spóźnionym samolotem może uda Ci się dolecieć tylko dobę później? Myśl pozytywnie:).

Shit happens, ale samolot to nadal najlepsze rozwiązanie.


Dodaj komentarz